noc z piątku na sobotę była cudowna. nie wiem jak ją opisać. naprawdę dziękuję Ci, że namówiłaś mnie, żebym wyrwała się z domu (tym bardziej, że nie miałam daleko!). myślę, że gdybyś nie Ty, siedziałabym na fejsie, a później poszłabym grzecznie spać. miło było wychodzić po 24, gdy było jeszcze ciemno, a wracać o 4. ciepłym, pięknym porankiem z meeeeeeega uśmiechem na twarzy :) szkoda, że nie widzieliście mnie w takim stanie, kocham! jest przecudowny, przesłodki, przekochany, przeuroczy, prześwietny i przemiły. dobry kolego, żeby mi to było ostatni raz! mimo, że w takich momentach, kiedy mamy całą noc dla siebie, jest świetnie, nie będziemy tak dłużej tego ciągnąć. wiem, że to lubisz (ja w sumie też), ale za bardzo się do tego przyzwyczajamy. niedługo nie będziemy mogli bez tego żyć. nie sądziłam, że po raz kolejny usłyszę tyle miłych słów z Twoich ust. najpiękniejsza noc eveeeeeeer :* a teraz czas wrócić do normalności, do tego, że znowu nie będziemy długo się widzieć i tęsknić za sobą, maaaaaaaax. ciekawe czemu nie wolałbyś rozwiązać tego wszystkiego w inny sposób. strasznie, strasznie, strasznie mnie to zastanawia.
wróciłam dzisiaj, może później się rozpogodzi, jest dopiero dziesiąta. chyba idę położyć się na pół godziny. zjadłam pyszne ciasteczka z mlekiem, które uwielbiam najbardziej na świecie (tak, jak uwielbiam wtulać się w JEGO ramiona, ah). kocham, kocham, kocham.
Człowiek może i uczy się na błędach, ale jeśli kocha, to wciąż popełnia jeden i ten sam - ufa, choć już tyle razy się zawiódł...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz